KLASZTOR SHAOLIN - CZ. 2

Rok 1753 przyniósł następne zniszczenie południowego Shaolin (w Fujian). Legenda mówi, że z pogromu ocalało tylko pięciu mnichów - Pięciu Patriarchów. W rzeczywistości przeżyło ich 60 razy więcej. Legendy jak zawsze przesadzają. Tych Pięciu miało być ojcami pięciu podstawowych południowych stylów kung-fu.

A cały pogrom znowu wynikał z tego, że braciszkowie nie poddali się władzy nowej dynastii Qing. Była to znowu mandżurska dynastia, której udało się sięgnąć po władzę. A było to tak: 

W Chinach, jak zresztą w większości krajów, biedni mieszkańcy byli niezadowoleni i nie podobało im się bogactwo bogatych. Postanowili więc powybijać bogatych, żeby poprawić swoją sytuację. W 1644 buntownicy chłopscy zajęli Pekin, co skłoniło ostatniego władcę z dynastii Ming do popełnienia samobójstwa. W kraju panował chaos. I Mandżurowie to wykorzystali – rozpoczęły się rządy mandżurskiej dynastii Qing, które trwać będą do 1912 r.

Mnisi (i nie tylko) starali się jednak wciąż przywrócić władzę dynastii Ming. Chińskie "Ming" znaczy "jasność". Zaciśnięta prawa dłoń to Słońce, otwarta lewa - Księżyc. Dwa wielkie źródła światła. Złożone razem tworzą Ming. Gest ten za panowania Qing był znakiem ruchu oporu. Jest to też stary emblemat hinduskiego buddyzmu oznaczający "powodzenie i moc". Mnisi starali się walczyć z Qingami, ale klasztor nie miał już ani tyle władzy, ani tyle siły co wcześniej.

Około 1860 r. chińska armia po raz pierwszy użyła broni palnej, co prawda nie przeciw Shaolin, ale gdyby chciała mnisi nie mieli jak się przed czymś takim bronić. Wcześniejsze prześladowania i walki pochłonęły wielu mistrzów kung-fu, którzy swoją wiedzę zabrali ze sobą. Spalenie południowego klasztoru na jakiś czas rozproszyło mnichów po całym kraju. Poza tym Chińczycy zaczęli odchodzić od nauki sztuk walki, jako że coraz mniej osób chciało poświecić się tej trudnej i długiej drodze. Tak też Cesarze Qing nie musieli się obawiać wielkiego niebezpieczeństwa ze strony mnichów. Ale nie tylko klasztor upadał...

Od XVIII w. potęga Chińska też się chwiała. W latach 1650-1850 liczba ludności potroiła się. Zapotrzebowanie na żywność wzrosło, więc trzeba było ją importować. Wsie nawiedzały powodzie. Pogarszające się warunki prowadziły do kolejnych chłopskich buntów. Mocarstwa Zachodnie zaczęły dobijać się o skarby orientu. Wojna opiumowa otworzyła chińskie porty na handel z Zachodem i to na warunkach tego drugiego. Japonia zniszczyła chińską flotę w wojnie o Koreę w 1894 r. Cesarstwo upadło ostatecznie w 1911 r. gdy prowincja Wuchang ogłosiła niezależność od Qingów. Za nią poszło następnych piętnaście.

W 1912 siedmioletni cesarz Puyi (Xuantong) abdykował i tym samym położył kres cesarstwu chińskiemu. Od tego czasu mamy do czynienia z Chinami ludowymi. Po tej rewolucji mnisi jeszcze wiele razy walczyli razem wraz z milicją ludową z bandytami w obronie klasztoru i jego ziem.

Jeden z prawicowych polityków Chiang Kai-shek, przywódca burżuazyjno-demokratycznej partii, postanowił ponownie zjednoczyć Chiny. W 1926 r. wyruszyła Północna Ekspedycja, której głównym celem było oczyszczenie kraju z niezależnych wojskowych zarządców, którym nie na rękę było zjednoczenie kraju. A tak się dziwnym trafem zdarzyło, że jednym z takich ludzi był zarządca prowincji Hunan, w której znajdował się właśnie trzeci klasztor Shaolin, odbudowany po zniszczeniu południowego klasztoru w prowincji Fujian.

A żeby jeszcze było ciekawiej bliskim przyjacielem wspomnianego naczelnika był Meaw Shing - Główny Mistrz Klasztoru Shaolin. Meaw mimo swych wszystkich zalet, znajomości sztuk wojennych, literatury, etc. posiadał też przynajmniej jedną wadę. Mianowicie był próżny. A widząc korzyści, jakie dawała mu znajomość z tymże zarządcą, postanowił skorzystać. Nie było bynajmniej w tym nic dziwnego, jako że ówczesne Chiny były polem walki między różnego rodzaju naczelnikami i zarządcami, z których każdy próbował jak najwięcej dla siebie chapnąć. Było to więc na porządku dziennym i nikt specjalnie się z tym nie krył.

Ale wracając do naszego Mistrza. Więc przyjął on pod opiekę owego naczelnika, który został zmuszony do ucieczki przez wojska Chiang Kai-shek'a. Aby go ochronić mnisi musieli porzucić chwilowo swoje pacyfistyczne usposobienie i walczyć. Niestety mimo całej zaciekłości i mistrzostwa w sztukach walki, braciszkowie ponieśli klęskę. Ale czemu tu się dziwić skoro wojska oblegające były już wyposażone w broń palną, a mnisi, mimo wszystkich bajek, nie byli odporni na kule. Żołnierzom nie spodobało się to, co robił Meaw, więc zniszczyli klasztor prawie doszczętnie. Ostatni, trzeci pożar strawił Świątynie Młodego Lasu. Obecnie miejsce to jest całkowicie odrestaurowane.

W każdym razie państwo udało się zjednoczyć, jednak już w 1937 r. Chiny stanęły do walki z Japonią. A raczej odwrotnie, bo to przecież Japonia zaatakowała słabego militarnie i nie tyko sąsiada. Chiny szybko znalazły się pod okupacją . I ten stan utrzymywał się do września 1945 r. Wielu młodych ludzi jak to zawsze bywa w takich sytuacjach, najpierw walczyło z najeźdźcą, a potem działało w ruchu oporu. Na skutek tego typu działań wielu też poniosło śmierć. Wśród tych "wielu" byli mistrzowie i uczniowie Wu Shu, braciszkowie z Shaolin.

W końcu udało się zrzucić jarzmo i Chińczycy, m.in. dzięki zbombardowaniu Hiroszimy i Nagasaki, odzyskali niepodległość. Co im jednak po tym skoro już w 1946 Mao Zetong wywołał wojnę domową, w której pokonał Czang Kai-szeka. I tak oto w 1949 r. do władzy dorwali się komuniści. Tak też powstała Chińska Republika Ludowa, na której czele stanął wspomniany wcześniej zwycięzca. Mao zakazał uprawiania sztuk walki. Więc wielu mnichów opuściło ojczyznę i praktykowało swoją sztukę, np. na Tajwanie, rozprzestrzeniając Wu Shu i powołując do życia nową generację mistrzów.

Lata 1966-76 w Chinach są znane jako rewolucja kulturalna. Kiedy to władze postanowiły zmienić sposób myślenia człowieka. Wpoić mu nowe, proletariackie oblicze narodu. Nastąpiła gwałtowna ateizacja społeczeństwa, skutkiem czego klasztory były zamykane i dewastowane, mnisi wcielani do wojska. I to z niezbyt miłą etykietką "Elementu ideologicznie niepewnego", co za komunizmu życia nie ułatwiało. Inni błąkali się po kraju jako żebrzący luohani (mnisi) i tak też propagowali swoją sztukę. W tajemnicy jednak, gdyż oficjalnie Wu Shu, jak też i wszelkie inne sztuki walki były przez państwo zabronione.

Dopiero po śmierci Mao Zetonga w 1976 do głosu dochodzili stopniowo zwolennicy umiarkowanych reform i gospodarki rynkowej. Przywódcą Republiki stał się Deng Xiaoping. Uznał on ludowy zwyczaj ćwiczenia sztuk walki za pomocny w odbudowie kraju. Tak też i mnisi-wojownicy stopniowo powracali do łask i do nauczania swojej sztuki.

Nowa era dla Shaolin rozpoczęła się w 1982 r. wraz z powstaniem filmu "Klasztor Shaolin". Tysiące ludzi przyjeżdżało, by trenować Wu Shu, lub tylko zwiedzić klasztor. W trzy lata później wokół klasztoru rozwinęło się ponad 40 szkół Wu Shu. Trzeba było to jakoś usystematyzować tak więc władze okręgowe podzieliły je na pięć wielkich grup Shaolin Wu Shu.

To by chyba było na tyle jeśli chodzi o historię tego miejsca. Teraz może z innej beczki. Opowiem wam bajkę...

Więc młodzieniec przybywa pod bramę klasztorną. Prosi o przyjęcie do rodziny mnichów. Nie wystarczy jednak poprosić. Młodego człowieka poddać trzeba jeszcze wielu próbom. Cierpliwość, pokora, odwaga i wytrzymałość. Dopiero po wykazaniu się tymi cechami braciszkowie przyjęli go w swoje progi. Rozpoczął się dla młodzieńca nowy czas. Nie tylko ciche życie mnicha, ale i morderczy trening, któremu trzeba sprostać. Trzeba było stać godzinami w pozycji jeźdźca, trzymając uda ustawione równolegle do ziemi, a na nich stojące miseczki z wodą, której nie wolno rozlać. Boli. Ale cierpliwość i wytrzymałość dały efekty. Teraz już młodzieniec może stać tak cały dzień. Nadeszła pora zmienić ćwiczenie, bo jego nogi są już twarde jak stal. Teraz trzeba zwisać głową w dół i maleńką czarką przelewać wodę z beczki stojącej na ziemi do naczynia umieszczonego powyżej nóg. Znów boli. Ale i tym razem wymienione wcześniej cechy dają brzuch zdolny odbijać strzały. 
Teraz przychodzi czas by pojąć istotę uderzeń, kopnięć i bloków, by zmierzyć się z kijem, szablą czy włócznią. Przyszedł czas na dziesięć różnych studiów Wu Shu. Dziesięć, z których potem młodzieniec wybierał te, które najbardziej chciał zgłębiać.

Lata mijały młodzieniec doskonalił swoją siłę, technikę i wiedzę. Stawał się mężczyzną. Pięścią rozbijał kamień, nogą łamał drzewa. Medytacja dała mu czysty i jasny umysł. Księgi - mądrość. Był mądry i silny. Był dobry. Przyszedł czas by opuścić klasztor. By tego dokonać trzeba było przejść labirynt. Nie tak od razu. Mężczyzna musiał oczyścić swój umysł przez tygodniową medytację. Teraz dopiero mógł się zmierzyć ze wszystkimi pułapkami, jakie spotka w labiryncie. Mijał zapadnie, niespodziewanie spadające głazy czy ostrza. Mijał jadowite węże. Za kolejnymi drzwiami znalazł liczne rodzaje broni. Musiał wybrać właściwą. Zdecydował się na łopatę. Otworzył następne drzwi. Po całej podłodze poruszały się jadowite skorpiony. Wykorzystał łopatę, żeby zrobić sobie przejście. Przeszedł przez salę i spostrzegł, że jest na dnie studni. Wspiął się po jej ścianach, zauważył dwa otwory. Wsuną w nie ręce szukając uchwytów. Poczuł ból i swąd spalonej skóry. Nie puścił jednak uchwytów. Obrócił kamienną płytę zagradzającą wyjście. Wyszedł. To już nie był klasztor. Był już na zewnątrz. Po trzydziestu latach. Na przedramionach miał jednak "pamiątkę" - dwa wypalone smoki- symbol mistrza klasztoru Shaolin.

Jest też inna wersja egzaminu końcowego. Mężczyzna, aby zostać mistrzem musiał wykazać się wiedzą z zakresu teorii buddyzmu. Musiał pokazać, że umie też leczyć. Dopiero na koniec czekał go tunel. Tunel, w którym spotkał się "twarzą w twarz" ze 108 manekinami, które uruchamiały jego kroki. Uruchomione manekiny atakowały go w najróżniejszy sposób. Gdy i ten test przeszedł pomyślnie zostało mu już tylko przeniesienie kociołka. A raczej kotła i to rozpalonego do białości. I z nim wyjście za bramę. Tam gdzie metal dotykał skóry wypalone były podobizny smoka i tygrysa. Pozostawały one na przedramionach do końca życia mężczyzny, teraz już Mistrza Shaolin. 

I co wy na to? Ktoś chce spróbować?

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.