W dniu dzisiejszym Antek Chemielewski (19-7) skończył 29. lat. Cała redakcja portalu SPORTY-WALKI.ORG życzy wszystkiego najlepszego, a co najważniejsze zdrowia i sukcesów. Warszawski fighter już za trzy tygodnie na gali KSW Extra 2 - President Cup zmierzy się z Brazylijczykiem Vitorem Nobregą (10-3)

Wiele rzeczy zmieniło się od czasów pokonania Alistaira Overeema (34-11) przez Fabricio Werduma (14-4-1) w 2006 roku. "The Demolition Man" posiada teraz trzy tytuły mistrzowskie wielu organizacji, natomiast "Vai Cavalo" używając swoich umiejętności parterowych poddał Fedora Emelianenko w blisko dwie minuty. Są to znaczące sukcesy dla obojgu zawodników, jednak jaką wagę będzie to miało w ich najbliższym pojedynku? Overeem na szali zwycięstwa w ćwierćfinale turnieju dywizji ciężkiej postawi swój tytuł, który po ponad trzech latach będzie próbował zdobyć Fabricio Werdum.
- Oboje mocno ewoluowaliśmy. Overeem lepiej radzi sobie w parterze i jest dużo mocniejszy i bardziej doświadczony. Ja obecnie trenuję nad moim boksowaniem, jednak pójście z nim na wymianę ciosów to nie jest zbyt mądra rzecz. On zwyciężył turniej K-1 więc za wszelką cenę będę próbował zejść z nim na ziemię dlatego, że sam trenował stójkę i nie miał zbyt dużo czasu na ćwiczenie parteru. Nasze starcie będzie bardzo taktyczne, będę próbował być zawodnikiem z 2006 roku i ponownie go dopadnę, możesz na to postawić. Pobiję go moim specjalnie przygotowanym planem i sprytem. Jego poprzednie pojedynki pokazały, że nie jest zbytnio odporny. Ja to wykorzystam, porządnie go zmęczę, sprowadzę na ziemię i zakończę walkę! - powiedział Fabricio "Vai Cavalo" Werdum.
Na początku zaznaczę, że w artykule nie podejmę wątku gal oraz organizacji. Tematem mojej wypowiedzi będzie przyszłość polskiego MMA, przyszłość określana przez sporty bazowe oraz lekkoatletykę. Cóż, zacznijmy więc od popularnych za oceanem zapasów oraz futbolu amerykańskiego. Polska to nie USA, co prawda działa u nas liga rugby, natomiast trening zawodników tej dyscypliny sportu w Polsce poza siłownią oraz zajęciami taktycznymi na boisku niewiele daje pod względem rozwoju w kierunku MMA. Niestety ostatnimi czasy nie odnosimy także sukcesów w zapasach, minęły czasy, gdy Polacy z dużych imprez wracali z workami medali. Kończąc przykre stwierdzenie dodam tylko, że niechętnie zapatruję się na doniesienia prasowe o Kamilu Bazelaku czy Szymonie Kołeckim. Zawodnicy ci poza swoim podeszłym, jak na sporty walki, wiekiem cechują się także wytrenowaniem organizmów w zupełnie innym kierunku, a ich poziom wytrzymałości tlenowej jest ograniczony.
Mimo, że w Polsce powstaje coraz więcej klubów Muay Thai czy BJJ ciężko jest znaleźć w nich młodych chłopców, którzy sumiennie i profesjonalnie podchodzą do treningów i do życia. Mało mamy w pełni ukształtowanych zawodników młodego pokolenia, którzy wiążą z MMA swoją przyszłość: Łukasz Sajewski, Marcin Held, Artur Sowiński. Zwróćcie uwagę, to zawodnicy wagi lekkiej, podobnie jak nasz największy talent występujący w K-1 Michał Głogowski. W wyższych kategoriach wagowych próżno szukać takich zawodników. Dlaczego tak się dzieje? Najpewniej dlatego, że Ci rozważni i ułożeni fighterzy zaczęli swoje treningi na sali, na macie, a nie na siłowni. Być może z racji budowy ciała i warunków fizycznych uznali, że lepiej będzie siłownię omijać szerokim łukiem i jak widać bardzo dobrze dla nich to wyszło. W sportach bazowych sukcesy nasi reprezentanci odnoszą głównie w bjj i boksie. Na tą chwilę możemy tylko marzyć o umiejętnym łączeniu tych dwóch sportów przez choćby jednego młodego Polaka. Chyba, że gdzieś w kraju, potajemnie jakiś trener lub ojciec trenuje naszych rodzimych „Ruffo brothers”.
Popularyzacja MMA stała się faktem, powoli powstają nowe kluby, które reklamują się jako kluby MMA. Wybitnych klubów, które z grapplerskich stały się klubami MMA nam nie brakuje. Wystarczy wymienić Berserker’s Team czy Bastion Tychy. Teraz więc problemem trenerów, a zarazem problemem przyszłości naszego MMA, jest umiejętne rozwijanie poszczególnych umiejętności, sportów bazowych, które łączone stworzą w pełni wykształconych prospectów światowego poziomu. Należy pamiętać by nie zaniedbywać tego, co zawodnicy już umieją i wciąż to doskonalić i pielęgnować.
Ostatnie ADCC Europe w Chorwacji pokazało, że w Europie jeśli chodzi o grappling ustępujemy tylko Finom, którzy całkowicie zdominowali wszystkie kategorie wagowe. Jeśli trenerom uda się wyłowić perełki, nieoszlifowane talenty, to niech rozwijają je we wszechstylowej walce wręcz.
Zadebiutowali już w MMA Pudzianowski, Saleta a teraz czeka nas debiut „Różala”. To miłe, że zawodnicy trenujący inne sporty są gotowi podjąć wyzwanie i stanąć do wielopłaszczyznowej rozbudowanej walki w ringu lub klatce. Problem jest jeden, zasadniczy. Są to zawodnicy dojrzali i wiekowi. Pamiętajmy, że zegara biologicznego nie sposób zatrzymać. Czekam i mam nadzieję, że będzie mi dane doczekać debiutów młodych, utalentowanych zawodników w MMA, odnoszących wcześniej sukcesy w swoich sportach bazowych. A więc judocy, zapaśnicy, bokserzy i kickbokserzy, podejmijcie rękawice teraz, póki jeszcze macie szansę na odpowiedni rozwój i trening.
Thiago Alves (18-7) jest zasmucony, tym że jego były trener siłowy Andrei Benkei, którego to Alves uważał za przyjaciela, zniesławił go komentarzami podczas wywiadu dla magazynu Fighters Only. Oświadczył, że jakoby Thiago poddał się zabiegowi liposukcji w celu uzyskania odpowiedniej wagi do walki podczas gali UFC 124 z Johnem Howardem (14-6).
Menadżer Alvesa, Malki Kawa powiedział przed kilkoma godzinami:
- Rozmawiałem z Thiago dziś rano. On nie miał wiele do powiedzenia, jak tylko to, że to jest smutne słuchać jak przyjaciel obraża jego osiągnięcia, a także partnerów treningowych, tylko dlatego że nie udała się współpraca.
Komentarze Benkeia w szybkim tempie obiegły dziś rano internet, ale zostały niemile przyjęte przez większość fanów i głównie uznane za gorzkie żale byłego trenera. Thiago podczas przygotowań do ostatniej walki skorzystał z pomocy Mike’a Dolce’a i uzyskał na wadze 171 funtów (77.5kg). Dolce wyznał również na łamach wspomnianego magazynu, że jego podopieczny to najlepszy uczeń jakiego miał dotychczas i obiecał, że problemy z wagą są obecnie przeszłością.
Według portalu MMA Junkie, były mistrz UFC w dywizji półciężkiej Quinton "Rampage" Jackson (31-8) zmierzy się z Thiago Silvą (15-2) na gali UFC 130, która odbędzie się 28 maja w Las Vegas. Jest to już czwarty pojedynek dodany w ciągu 24. godzin do karty walk na wspomniany event.
Quinton (na zdjęciu), który zapowiedział już koniec kariery po wygaśnięciu kontraktu, ostatni raz w oktagonie pojawił się przed dwoma miesiącami na gali UFC 123, gdzie pokonał przez decyzję sędziów staczającego się na dno Lyoto Machidę. Silvę mięliśmy okazję oglądać niedawno podczas noworocznej imprezy UFC 125, podczas której wygrał na punkty z Brandonem Verą.
Inne pojedynki zapowiadane na UFC 130: Frankie Edgar vs. Gray Maynard, Stefan Struve vs. Travis Browne i Frank Mir vs. Roy Nelson.
Od paru lat możemy zauważyć tendencję oferowania nam przez publiczne telewizje programów rozrywkowych typu „Taniec z Gwiazdami” czy „Gwiazdy tańczą na lodzie”, a my chcąc nie chcąc oglądamy jak sztucznie wykreowane gwiazdki show biznesu tańczą, śpiewają, gotują czy robią cokolwiek innego. Jednak jeszcze jakiś czas temu nikt chyba nie myślał, że ta choroba dotknie również dziedziny sportowe. Owszem, dochodziło do meczów piłkarskich z gwiazdami stacji TVN czy artystami, ale były to mecze charytatywne, mające pomóc potrzebującym. Pierwszym szokiem, który spotkał miłośników sportów walki był pojedynek Mariusza Pudzianowskiego z Marcinem Najmanem. Ale prawdziwym ciosem poniżej pasa okazała się walka tego drugiego z Przemysławem Saletą na czternastej Konfrontacji Sztuk Walk. Po wzajemnym obrzucaniu się błotem w wywiadach, do ringu weszło dwóch zawodników, którzy absolutnie nie mają pojęcia o MMA…
Pomijam fakt, że obaj do czasu KSW XIV zaliczyli po jednym, i do tego przegranym pojedynku w tej formule, a ich walka okazała się totalnym nieporozumieniem. Jednak pojedynek ten przyciągnął przed telewizory większą liczbę widzów niż walka wieczoru. Dlaczego?
Nie możemy mieć pretensji do organizatorów gali za ten ruch, ponieważ dzięki tej walce przyciągnęli przed odbiorniki znaczną liczbę osób, które normalnie gali KSW by nie obejrzały. W związku z tym szerszej publiczności mogli pokazać się prawdziwi zawodnicy MMA, i trzeba przyznać, że pokazali się z bardzo dobrej strony. Na marcowej gali KSW XV celebrytów już nie będzie, wystąpi natomiast czołówka polskich wojowników, i w moim odczuciu będzie to egzamin dla polskiego społeczeństwa, czy wystarczy nam dobry sport, czy też potrzebujemy tandetnego show ze znanymi nazwiskami. Tylko od nas zależy, czy rozwój sportów walki w Polsce pójdzie we właściwym kierunku…
Były bokser, Floyd Mayweather Sr. w rozmowie z FightHype wyjawił jak szczęśliwy był BJ Penn (16-7-1) z nauki, dzięki której polepszył swoje umiejętności bokserskie. Floyd uczył Penna tylko przez trzy dni, jednak popularny "The Prodigy" przyznał, że sztuczek bokserskich, jakie pokazał mu Mayweather, nigdy wcześniej nie widział!
- BJ Penn jest świetnym gościem. Będę szczery. Po pierwsze, nie widziałem żeby on dobrze walczył. To znaczy, nie mam pojęcia o jego umiejętnościach w parterze i tym podobne, ale przez trzy dni z nim pracowałem i naprawdę mi zaimponował. Powiedział mi: 'Nigdy wcześniej nie widziałem takich sztuczek, jakie ty mi pokazałeś' i to tylko po trzech dniach! BJ uczy się niesamowicie szybko. Jest świetnym człowiekiem... Jeżeli będzie używał wszystkich moich wskazówek, jest w stanie zwyciężać. Zobacz, inni uderzają w zupełnie inny sposób od nas, więc uczyłem Penna jak utrzymać się na nogach i efektywnie walczyć. Stawiam, że nie wróci do Freddiego Roacha nigdy więcej. Pracował on z "The Joke Coach" Roachem i powiedział, że nigdy nie widział takich ciosów, jakich ja mu pokazałem. Więc co mam Ci do powiedzenia? Człowieku, jedyną rzeczą, którą Freddie Roach jest w stanie lepiej wykonać ode mnie jest umycie mojego samochodu! - powiedział legendarny zawodnik bokserski, Floyd Mayweather Sr.
Jak udało się dowiedzieć redakcji portalu SPORTY-WALKI.ORG, rywalem mieszkającego w Szczecinie Karola Bedorfa (6-1) na gali KSW 15 będzie dobrze znany polskim kibicom, niepokonany David "The Mayan Assassin" Olivia (6-0). Z naszych informacji również wynika, że kontrakty na ten pojedynek zostały już podpisane i 19 marca na warszawskim Torwarze zobaczymy prawdziwą wojnę tych dwóch utalentowanych fighterów.
Dla Bedorfa będzie to trzeci występ w KSW, gdyż mogliśmy go już oglądać w turnieju na KSW 8 i KSW 12. Trenujący w Berserkers Team "Coco" jest bardzo utytułowanym zawodnikiem brazylijskiego jiu jitsu, a w ostatniej walce na zasadach mieszanych sztuk walki pokonał Arunasa Viliusa, w ramach turnieju wagi ciężkiej podczas wspomnianej gali KSW 12. Jego droga po pas mistrzowski nie trwała jednak długo, ponieważ zaraz po tym pojedynku musiał się wycofać z powodu kontuzji.
Natomiast Olivia to triumfator wspomnianego pucharu, który pokonał po drodze takich zawodników jak Wojtek Orłowski i Daniel Omielańczuk, a w finale wygrał przez decyzję sędziów z Konstantinem Gluhovem. David ostatni raz walczył na amerykańskiej gali Steel Fist Entertainment - Hostile Validation, podczas której poddał w pierwszej rundzie przeciętnego Chucka Hoskinsa.
- Jestem bardzo szczęśliwy, że będę mógł wrócić i walczyć w Polsce. Moim rywalem będzie Karol Bedorf, lecz jedyne co o nim wiem to fakt, iż walczył w wygranym przeze mnie turnieju. Myślę, że musze wykorzystać swoje wszystkie walory i po prostu wygrać. - powiedział nam Olivia.
Dziś nad ranem zakończyła się gala Strikeforce Challengers 13 w Nashville, podczas której w pojedynku wieczoru niepokonany Tyron Woodley (8-0) pokonał Tareca Saffiedine (10-3) przez jednogłośną decyzję sędziów.
PEŁNA LISTA WYNIKÓW W ROZWINIĘCIU >>
W walce otwierającej telewizyjną relację z tego show, Rhadi Ferguson (3-0) wygrał przez poddanie z Johnem Richardem (1-2). Już na początku pierwszej rundy Richard spróbował obalić rywala i to mu się udało, lecz jego dominacja nie trwała długo, gdyż Fergusonowi udało się z tego wybrnąć i to on był w lepszej pozycji, co umożliwiło mu obijanie rywala do sygnału kończącego pierwszą odsłonę. W drugich pięciu minutach Rhadi stracił inicjatywę i już na początku został sprowadzony przez swojego rywala. John niestety znów dał się oszukać jak dziecko, ponieważ Ferguson ponownie zaczął dominować, aż w końcu założył dźwignię na nogę - to zmusiło jego rywala do poddania.
W kolejnym pojedynku zmierzyły się Julia Budd (1-1) i Amanda Nunes (6-1), lecz nie mogliśmy się długo przyglądać walce kobiet, gdyż zdeterminowana Amanda od razu ruszyła na swoją rywalkę. Po mocnym lewym sierpowym Budd upadła na matę, Nunes do niej doskoczyła i tam dokończyła dzięło zniszczenia - wygrana przez TKO.
Trzecim pojedynkiem w telewizji było starcie niepokonanego Daniela Cormiera (7-0) z Devinem Colem (18-9-1). W pierwszej odsłonie Cormier pokazał swoje wielkie umiejętności, trafiając celnie bardzo silnymi lowkickami i sierpowymi, po których Cole mógł zostać w każdej chwili znokautowany. Druga i trzecia runda nie przyniosły żadnych niespodzianek, a Cormier pokazał, że jest dużo lepszy od przeciwnika i gładko wypunktował swojego rywala na przestrzeni całych trzech rund.
W przedostatniej walce Ovince St. Preux (10-4) zwyciężył po znakomitej walce Rona Humphreya (7-3) przez jednogłośną decyzję sędziów. To właśnie St. Preux dominował przez cały pojedynek i pojedyńcze akcje Humphreya nie wpłynęły zbytnio na wpisy w kartach sędziowskich. Ovince zaczął bardzo spokojnie, lecz pod koniec pierwszej rundy jego rywal założył mu dźwignię na noge i mało brakowało, a byłoby po walce - Ronowi brakło sił. W drugiej odsłonie nic ciekawego się nie działo, lecz w trzeciej fani MMA mogli podziwiać bardzo efektowne obalenia, ciosy proste i sierpowe. Pod koniec walki Ovince zdecydował się na kopnięcie rywala w głowę i to mu się opłaciło, ponieważ ten padł na matę jak piorunem rażony i chyba Bóg sprawił, że udało mu się w jakiś sposób przetrwać to oblężenie.
Najbardziej oczekiwaliśmy jednak walki wieczoru i trzeba przyznać, że było warto oglądać tak niesamowity i efektowny pojedynek, który w ostatecznoći wygrał Tyron Woodley przez decyzję sędziów. Od początku starcia obaj zawodnicy bardzo zachowawczo zaczęli, lecz Woodley zdołał przycisnąc rywala do siatki i tam zadać kilka celnych ciosów kolanami. Tarec Saffiedine jednak nie był mu dłużny i odpowiadał w ten sam sposób. Następnie mogliśmy oglądać pokaz umiejętności bokserskich Tyrona, ale Tarec i tak się przed tym bronił i tylko część ciosów do niego dochodziła. Pierwsza runda bez wątpienia dla Woodleya, który kontrolował wszystko co dzieje się w oktagonie. W drugiej rundzie co raz bardziej rosła dominacja Tyrona Woodleya, który zadawał bardzo celne ciosy na szczękę przeciwnika. Tarec jednak cały czas koncentrował się na uderzeniach kolanem, szukając zakończenia starcia przed czasem. Kolejna odsłona pokazała nam odmienionego Tareca, który już od pierwszych sekund ruszył bardzo agresywnie. Kilka świetnych wymian i uderzeń w jego wykonaniu mogło się podobać, lecz to nie wystarczyło finalnie na odniesienie zwycięstwa. Woodley zasłużenie wygrał, ponieważ przez całe piętnaście minut kontrolował wszystkie poczynania swojego dzisiejszego przeciwnika.
Polskich fanów MMA czeka 26 marca nie lada gratka. Jak udało się nam ustalić w walce wieczoru podczas gali Fighters Arena Łódź 2, która będzie miała miejsce w łódzkiej hali Atlas Arena wystąpi jedna z największych polskich gwiazd tego sportu Tomasz Drwal (17-4-1)!
Jak powiedział nam organizator, Marcin Jesiotr, umowa jest już na etapie opinii prawnych i brakuje na niej tylko podpisu zawodnika. Wszystkie warunki zostały domówione i zaakceptowane przez obie strony. "Jesteśmy bardzo zadowoleni z tego, iż już na drugiej edycji naszej gali wystąpi tak znakomity zawodnik, na którego barkach spoczywała promocja polskiego MMA za granicami kraju. Dodatkowo Tomek jako jedyny rodzimy przedstawiciel tego sportu wdarł się do elity, czyli UFC i spędził tam sporo czasu, godnie reprezentując Polskę. Mamy nadzieję, że występ na naszej gali przybliży go do upragnionego powrotu, a nam pozwoli zbudować prestiż, tak samo duży jak szerokim echem odbił się pierwszy występ Pawła Nastuli w MMA w Polsce" - powiedział Marcin Jesiotr w rozmowie z naszym portalem.
Telefonicznie informację potwierdził nam sam zainteresowany, czyli Tomasz Drwal, mówiąc, że jest bardzo zadowolony z tego, że gdzie jak gdzie, ale wreszcie będzie mógł po 5 latach pokazać się polskiej publiczności. "Tak, to prawda, że mamy ukończone negocjacje. Najbardziej zależało mi na tym by walczyć jak najszybciej po nowym roku. Mam kilka propozycji z USA i managerowie negocjują kolejne walki, ale jeśli jest okazja by walczyć u siebie w kraju w dobrym miejscu i na dobrej gali, to chcę pokazać się naszym fanom, którzy zawsze mnie wspierali" - powiedział były zawodnik UFC. Jak wiadomo i nie ukrywa tego on sam, jego celem głównym jest powrót do elity. Potrzebuje dwóch, trzech zwycięstw by stało się to możliwe.
Jak informuje kilka różnych źródeł, były mistrz UFC w wadze ciężkiej Frank Mir (15-5) zmierzy się ze zwycięzcą TUF 10 Royem Nelsonem (15-5) na gali UFC 130, która odbędzie się juz 28 maja w Las Vegas. W walce wieczoru podczas tego samego eventu dojdzie do trzeciego starcia pomiędzy mistrzem dywizji lekkiej Frankiem Edgarem (13-1-1) i niepokonanym Grayem Maynardem (10-0-1).
Mir (na zdjęciu) do oktagonu wróci po słabym, lecz zwycięskim pojedynku z Mirko Filipoviciem, którego znokautował w trzeciej rundzie na gali UFC 119. Natomiast Nelson chce się zrewanżować swoim kibicom za sierpniową klęskę z Juniorem dos Santosem, który wypunktował go na przestrzeni wszystkich trzech rund. Warto dodać, że Frank i Roy walczyli już na Grapplers Quest w 2003 roku - wtedy lepszy okazał się Roy "Big Country".
Fitball czyli piłka gimnastyczna, powoli zaczyna kojarzyć się nie tylko z klubami fitness dla pań, ale również ze sportami walki. Kulisty kształt wpływa na zaangażowanie wszystkich mięśni stabilizujących nasze ciało, co wiąże się z potrzebą utrzymywania równowagi podczas wysiłku na macie. Dużym plusem tej piłki jest możliwość wykorzystania jej praktycznie w każdym miejscu i na niedużej powierzchni. Dodatkowo w sprzedaży są także piłki gumowe z wypustami, które dodatkowo pobudzają krążenie krwi w organizmie.
Ćwiczenia na piłce pozytywnie wpływają na siłę i napięcie mięśniowe, docierają do najgłębszych warstw mięśni poprzez nieustanne utrzymywanie równowagi. Pomagają ustabilizować postawę, a co najważniejsze, kiedy przeciwnik zostanie sprowadzony do parteru, pomogą wywrzeć na nim presje, która pozwoli zdobyć nam psychiczną przewagę, a to już połowa sukcesu by wygrać walkę.
Zanim jednak przystąpimy do treningów, należy dobrać rozmiar piłki do naszego wzrostu, i tak:
- 45 cm dla osób do 157 cm wzrostu,
- 55 cm dla osób od 158 do 167 cm wzrostu,
- 65 cm dla osób od 168 do 178 cm wzrostu,
- 75 cm dla osób od 179 do 189 cm wzrostu i powyżej.
Ćwicząc na niej musimy starać się, by jak największa powierzchnia naszego ciała miała z nią kontakt, nasze ruchy były płynne i nie przejmujmy się że na początku nam nie wychodzi. Wystarczy trochę poćwiczyć i nasza równowaga będzie nie do zachwiania. Piłkę taką można dostać już od 30zł w sklepach sportowych.
Jak poinformował niezawodny Łukasz Jurkowski (15-9) na swoim koncie w popularnym serwisie społecznościowym Facebook, już jutro o godzinie 22:30 telewizja Eurosport 2 pokaże galę Strikeforce Challengers 13, która odbyła się dziś rano w Nashville.
Przypomnijmy, że w walce wieczoru niepokonany Tyron Woodley (8-0) pokonał Tareca Saffiedine (10-3) przez jednogłośną decyzję sędziów.
Czy w 2010 roku opłacało się być zawodowym wojownikiem? Cóż, można powiedzieć, że dużo zależy od nazwiska. Jeśli mamy to szczęście i nazywamy się Georges St-Pierre, no to rok możemy zapisać do udanych. Z drugiej jednak strony, jeśli jesteśmy np. Tylerem Tonerem to powinniśmy raczej poszukać bardziej spokojnego zajęcia. Statystyczny zawodnik UFC zarobił w 2010 roku nieco ponad 100000 dolarów, a tylko 49 zawodników (18%) zarobiło 10000 dolarów lub mniej. Poniżej kilka innych, równie interesujących statystyk.
Michael Bisping to dość niespodziewany numer 2 na naszej liście, a niewiele brakowało by zdołał prześcignąć GSP i zdobyć honory najlepiej zarabiającego fightera. Zarobił 175000 dolarów w przegranej walce z Wanderleiem Silvą na UFC 110, 325000 za pokonanie Dana Millera podczas UFC 114 i w końcu 385000 (łącznie z bonusem za walkę wieczoru w wysokości 60000 dolarów) za wypunktowanie Yoshihiro Akiyamy na UFC 120. Bisping najwyraźniej ma żyłkę do pieniędzy!
Zarobki przeciętnego Amerykanina kształtują się na poziomie około 45000 dolarów rocznie. Wynika z tego, że prawie połowa zawodników UFC (49%) zarobiła w 2010 roku mniej niż statystyczny mieszkaniec Stanów Zjednoczonych. Wynika z tego, że nie zawsze opłaca się obrywać po twarzy.
Gdyby nie pokaźne nagrody za “wydarzenia wieczoru” wypłata Carlosa Condita nie byłaby tak pokaźna. Z 249000 dolarów, które zarobił w ubiegłym roku, aż 190000 (76%) pochodzi z wcześniej wspomnianych bonusów. Walka wieczoru z Rorym MacDonaldem na gali UFC 115 przyniosła mu dodatkowe 85000 dolarów przychodu, a nokaut wieczoru, którym poczęstował Dana Hardy’ego na UFC 120 pozwolił mu zainkasować z kasy kolejne 85000 dolarów.
Warto podkreślić, że zestawienie zawiera tylko podstawową wypłatę i bonusy za walkę, poddanie i nokaut wieczoru. Wielu czołowych zawodników otrzymuje nieoficjalne premie, które nie są szerzej rozgłaszane, a wojownicy, którzy mają szczęście walczyć podczas głównej walki gali otrzymują także część pieniędzy zgromadzonych ze sprzedaży pakietów pay-per-view. Nie należy także zapominać, że każdy zawodnik ma swoich sponsorów, którzy również zasilają ich portfele.
W rozwinięciu przedstawiamy pełną listę zawodników UFC wraz z ich zarobkami. Gwiazdka (*) przy nazwisku oznacza, że informacje o ich wypłatach nie zawsze były podane do prasy i ich zarobki zostały obliczone przy użyciu danych zebranych podczas poprzednich starć z ich udziałem.
Jak obiecała kilka tygodni temu federacja UFC, zwycięzca walki Anthony Pettis vs. Ben Henderson z grudniowej gali WEC 53 stanie do pojedynku o mistrzowski pas Ultimate Fighting Championship. Dziś już wiemy, że lepszy w tym niesamowitym starciu okazał się Pettis (13-1), który pokonał swojego rywala jednogłośną decyzją sędziów. Niestety Anthony swojego upragnionego pojedynku nie doczeka się szybko, ponieważ Dana White zarządził trzecia walkę Frankiego Edgara (13-1-1) z Grayem Maynardem (10-0-1) i to oznacza dla Pettisa nawet rok przerwy w oczekiwaniu na walkę o trofeum dywizji lekkiej w największej organizacji mieszanych sztuk walki na świecie. Sam "Showtime" stwierdził, że jest to dla niego trudna sytuacja i chce stoczyć jakąś walkę wcześniej.
- Anthony jest rozczarowany takim obrotem spraw, ale rozumie dlaczego Dana podjął taką decyzję. Po rozmowie z moim podopiecznym i jego trenerem postanowiliśmy, że stoczy on jakąś walkę przed starciem o pas mistrzowski, gdyż prawie roczne czekanie nie ma po prostu sensu. Wierzymy, że "Showtime" wygra to starcie i będzie mógł się bić o trofeum UFC jeszcze w 2011 roku. - powiedział menadżer Pettisa, Mike Roberts.