Georges St. Pierre, który w lutym bronić będzie tytułu mistrza UFC w wadze półśredniej w walce z Nickiem Diazem zapewnia, że nie robią na nim wrażenia zaczepki słowne rywala.
Po zwycięstwie na gali UFC 137 Diaz oskarżył Kanadyjczyka o unikanie walki. Podczas tych samych zawodów St. Pierre miał się zmierzyć z Carlosem Conditem, ale wycofał się z powodu kontuzji. Kontuzji, której zdaniem Diaza nie było.
- Widziałem już to wszystko. Jeżeli ktoś usiłuje mnie zdekoncentrować i zmusić do słabszej walki, to tylko gra psychologiczna, która nie działa – zapewnia St. Pierre. – Nie rozumiem nawet i nie mówię tak dobrze po angielsku. Nie rozumiem większości z tego, co Diaz wygaduje. Nie obchodzi mnie to. Skupię się po prostu na sprawieniu mu lania.
Walka St. Pierre – Diaz będzie głównym wydarzeniem zaplanowanej na 4 lutego gali UFC 143. W Las Vegas wystąpi też niedoszły przeciwnik Kanadyjczyka Carlos Condit, który zmierzy się z Joshem Koscheckiem.
- KSW jest przynajmniej w połowie drogi do posprzątania tego bałaganu – napisał na Facebooku James Thompson (16-14), po tym jak federacja uznała jego walkę z Mariuszem Pudzianowskim (3-2) za niedobytą.
Brytyjczyk już w ringu, zaraz po walce, dał wyraz dezaprobacie wobec werdyktu sędziów punktowych. Podczas dzisiejszej konferencji prasowej władze KSW przyznały się do błędu.
- Omyłkowo podałem sędziemu ringowemu kartę z wynikami innego zawodnika - tłumaczył się punktujący Piotr Bagiński.
Thompson wczoraj wrócił do Wielkiej Brytanii. Telefonów od KSW nie odbierał i nie wiedział, czego dotyczyć będzie konferencja.
- Muszę porozmawiać z KSW, jest jeszcze kilka kwestii, które musimy sobie wyjaśnić – napisał po zmianie werdyktu.
W wyniku błędów proceduralnych między sędziami, dotyczącymi przekazania punktacji w walce Mariusza Pudzianowskiego z Jamesem Thomsonem walka została uznana za nieodbytą i nie będzie uwzględniana w rekordach zawodników. Tak więc "Pudzian" ma nadal 3 zwycięstwa przy dwóch porażkach, zaś Anglik bilans 16-14.
- Czujemy się winni - powiedział na poniedziałkowej konferencji prasowej Martin Lewandowski, jeden z szefów KSW. Wyjaśnił, że doszło do błędów komunikacyjnych między sędziami.
- Omyłkowo podałem sędziemu ringowemu kartę z wynikami innego zawodnika - tłumaczył się punktujący Piotr Bagiński.