MUAY THAI: WOJCIECH KOSOWSKI PO HIGHLANDERS NIGHT 4

Jeden z najlepszych zawodników Muay Thai w wadze do 77 kg, reprezentujący warszawski klub Palestra, Wojciech Kosowski w minioną sobotę stoczył kolejną walkę zawodową. Na gali Highlanders Night 4 w Trutnovie pokonał przez decyzję sędziów Ondereja Mavana. Udało nam się zadać kilka pytań Wojtkowi, który opisuje tamtą walkę oraz zdradza plany dalszych startów.

Redakcja: Stoczyłeś właśnie walkę w Czechach. Opisz proszę sam przebieg tej walki.

Wojciech Kosowski: Tak, sobotę 7. listopada wygrałem walkę muay thai na gali Highlanders Night 4, w Trutnovie w Czechach. Walczyłem z miejscowym zawodnikiem Onderej Marvanem z Teamu Highlanders Trutnov, który w Trutnovie jest gwiazdą. Przez to przeciwnik miał na pewno większa presję, ale też wsparcie publiczności. Walka odbyła się w kategorii 76,2 kg.
Do walki wyszedłem dobrze rozgrzany i skoncentrowany, wszystko szło wg planu, nie było pośpiechu. Mieliśmy swoją szatnię, spokój i komfort przed walką. Wygrałem na pkt 3:0. Moja akcje były wyraźniejsze, starałem się też więcej kopać, niż to robię w walce K-1 rules. Zdominowałem oponenta szczególnie w klinczu. Przeciwnik mimo liczenia w 2 rundzie po middlu na wątrobę i mocnym trafieniu łokciem w trzeciej, nie poddał walki. Walczył twardo do samego końca, za co szacunek. 
Na gali była fajna atmosfera, były całe rodziny. Był mocny doping Czechom, ale również brawa dla Polaków- po naszych udanych akcjach. Naprawdę dobrze się tam czułem.

Redakcja: Wojtek w tym roku często startujesz zawodowo, głównie na Imiriada Figters Night. Organizacja odwołała swoją ostatnią galę. Myślisz, że wróci na polski rynek i co według Ciebie czeka polską scenę sportów stójkowych?

Wojciech Kosowski: Często to nie staruje, bo zaledwie stoczyłem 3 walki (3 wygrane,w tym 2 KO). W głowie miałem plan, żeby stoczyć 6 walk w 2015. Ale tak nie wyszło. Musiałem wycofać swój udział w kwietniowym DSF (ze względu na kontuzję), a na zaplanowanym majowym Enfusion z kolei przeciwnik odmówił walki ze mną. Może uda mi się stoczyć jakiś jeszcze pojedynek w grudniu, jak nie to nadrobię w 2016. Mam nadzieje, że organizatorzy Fighters Night "pozbierają się" i pokażą, że to nie był tylko słomiany zapał. I będą kontynuować to co zaczęli. Wierzę też w to, że K-1 i muay thai dościgną niebawem popularnością boks i MMA, a kiedyś piłkę nożną :)

Redakcja: Czy porzuciłeś już całkiem karierę amatorską i teraz tylko walki zawodowe?

Wojciech Kosowski: Nie zakończyłem kariery amatorskiej. Po prostu nie czułem już bakcyla i ją zawiesiłem na czas nieokreślony. A, żeby odnosić największe sukcesy trzeba mieć zajawkę i motywację. Ponad 10- lat ciągłych startów na imprezach najwyższej rangi, spowodowało pewną stagnację i marazm. Walki na galach są wprowadzeniem świeżości do tego co robię. Człowiek czasem potrzebuje pewnych zmian.

Redakcja: Czy pojedynek w Czechach jest zapowiedzią kolejnych walk zawodowych poza granicami kraju? Od czego uzależniasz swoje zawodowe występy?

Wojciech Kosowski: W Czechach Palestra pokazała się z dobrej strony. Ja, Patryk Zdrojewski i Piotr Szloser, daliśmy dobre walki i kibicom się podobało. Trener Łukasz Rola ma z Czechami dobry kontakt. W Polsce moje występy uzależnione są przede wszystkim od gaży. Propozycja połowy średniej krajowej jest ciosem poniżej pasa. Tyle to ja chętnie wyłożę, żeby organizator sam stoczył walkę. Marzę, żeby walki zawodowe kojarzone były z zawodem- czyli zarabianiem, a nie tylko z tym, że walczy się bez kasku i piszczeli. A za granicą chcę walczyć i to na różnych warunkach, tu nie uzależniam startu od gaży. Po prostu zawsze na wyjazdach czułem się bardzo swobodnie. Nie miałem żadnej spinki, żadnej presji, potrzeby spełniania czyichś oczekiwań itp.

Redakcja: Ostatnio przenieśliście się z Palestrą do nowej siedziby, masz teraz nieco dalej na treningi. Jak Ci się podoba w nowej siedzibie, lepiej, gorzej?

Wojciech Kosowski: Stara Palestra na Warszawskiej Woli idealnie mi pasowała, bo ja całe życie mieszkam na Woli. Miałem Palestrę jakby pod swoim mieszkaniem rodzinnym. Potem gdy nastał czas usamodzielnienia się, to wynająłem mieszkanie, też obok Palestry, by mieć blisko. Cenię swój czas po prostu. Teraz gdy Palestra się przeniosła na ul. Łopuszańską 38, mam trochę dalej, ale nie jest najgorzej, bo dojazd zajmuje mi 20 min. Choć 2 razy 20 min to już 40 min, a w tym czasie można np. przeczytać rozdział mądrej książki :) Co ciekawe jak jestem na treningu to punktualnie, a jak miałem blisko to zawsze spóźniony. 

Redakcja: Na koniec chciałbyś komuś podziękować?

Wojciech Koskowski: Dziękuje codziennie Bogu, za wszystko co mam. Pozdrawiam Mamę, bo chyba jeszcze Jej nie pozdrawiałem nigdy w taki sposób. Zdrowia !

Rozmawiał Paweł Sawicki

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.