MUHAMMAD ALI vs ANTONIO INOKI: PIERWSZA WALKA MMA

W świecie sportów walki zdarzają się pojedynki, które zapisują się w historii. Wiele walk miało ogromny wpływ na sport. Przypomnijmy sobie walkę Griffin vs Bonnar z finału pierwszego TUFa. Jednak tematem artykułu jest walka, która dała podwaliny pod współczesne MMA, czyli starcie jednego z największych pięściarzy w historii, z jednym z najlepszych zawodowych zapaśników. Poznajcie historię walki Muhammada Aliego z Antonio Inokim.

Wiele osób się zastanawia kiedy tak naprawdę powstał sport nazywany mieszanymi sztukami walki. Czy to bracia Gracie i ich słynne wyzwanie na zasadach Vale Tudo? A może Satoru Sayama, zapoczątkował MMA ze swoją organizacją Shooto? A może to Masakatsu Funaki i jego Pancrase było pierwszą organizacją, którą można nazwać profesjonalną? Jednak zanim te organizacje powstały doszło do jednej z najciekawszych walk, którą promotorzy Aliego wyciszali, a młodsi fani MMA nawet nie mają o niej pojęcia.

Cofnijmy się więc do kwietnia 1975 roku. Wielki Cassius Clay znany już wtedy muzułmanin i pacyfista króluje niepodzielnie w świecie boksu, jako mistrz federacji WBC i WBA. Został on zaproszony na spotkanie z szefem japońskiej federacji amatorskich zapasów, Ichiro Hattą. Jeśli któryś z czytelników interesuje się boksem, to raczej nie zdziwi się słowami, które skierował do pana prezesa słynny pięściarz. Ali zapytał Hattę czy nie znalazłby się jakiś orientalny zawodnik, który chciałby stoczyć z nim walkę. Ponadto powiedział, że w przypadku zwycięstwa owy śmiałek otrzyma od Aliego okrągły milion dolarów. Temat został podchwycony przez japońskie media i wyzwanie Aliego pojawiło się na pierwszych stronach japońskich gazet. Wśród zapaśników znalazł się jednak śmiałek, który postanowił stanąć twarzą w twarz z wielką gwiazdą zawodowego boksu. Był nim Antonio Inoki. Wychowanek legendy catch wrestlingu, Karla Gotcha zgodził się na walkę, a sztab Japończyka zaoferował Amerykaninowi sześć milionów dolarów. Ali nie przeszedł obok tej kwoty obojętnie i machina ruszyła. Był marzec 1976 roku, kiedy fighterzy złożyli podpisy na wymaganych dokumentach, a datę walki ustalono na 26 czerwca tego samego roku.

Machina promocyjna ruszyła z przytupem, a konferencje prasowe z udziałem tej dwójki były niezwykle wesołe. Pierwszy medialny cios wyprowadził mistrz trash talku Ali, który nazwał Japończyka pelikanem, że względu na kształt szczęki zapaśnika. Inoki jednak nie pozostawał dłużny i odpowiedział, że kiedy Ali uderzy go w szczękę to połamie sobie rękę. Drwinom z Japończyka nie było końca, a Amerykanin wszem i wobec ogłaszał, że wygra tą walkę z przysłowiowym palcem w nosie. Inoki miał gdzieś przechwałki Aliego i spokojnie przygotowywał się do jednego z najważniejszych pojedynków w swojej karierze. Japończyk ostrzegał rywala, że jeśli nie będzie traktował tej walki poważnie, to może odnieść poważne obrażenia, bo on sam miał zamiar wyjść do ringu i walczyć. 

Przybywszy na walkę Ali został otoczony przez rzeszę dziennikarzy. Oczywiście Amerykanin czuł się w ich towarzystwie jak ryba w wodzie i zaczął krzyczeć, że nie będzie drugiego Pearl Harbour odwołując się do słynnej klęski amerykańskich wojsk w starciu z japońskimi. Walka miała ogromny wydźwięk, miała być transmitowana w 34 krajach, a liczbę widzów, którzy mieli ją obejrzeć szacowano na 1,4 mld. Doszło nawet do tego, że promotor wrestlingu, słynny Vince McMahon sr zorganizował pokaż tej walki w Nowym Jorku i sprzedał na swój pokaż blisko 33 tysiące biletów. Problemem jednak było znalezienie złotego środka jeśli chodzi o zasady walki. 

Geneza samych zasad jest owiana wieloma plotkami. Jedna z nich głosi, że Ali miał znokautować sędziego, później Inoki miał zaatakować odwróconego plecami do niego Aliego wysokim kopnięciem. Tym samym sędzia miał wstać po nokaucie i wyliczyć mistrza boksu. Amerykanin zachował by twarz, opowiadając że Inoki niczym tchórz zaatakował go od tyłu. Gdy jednak Amerykanin dowiedział się, że to on ma przegrać tą walkę nie zgodził się na jej ustawienie i obydwaj mieli walczyć na serio. 

Według słów samego Inokiego jego rywal na sześć dni przed walką przyszedł obejrzeć jego trening. Gdy tylko zobaczył, że Inoki trenuje zapaśnicze chwyty i kopnięcia obunóż z wyskoku, zlekceważył przeciwnika i zażądał prawdziwej walki, a nie pokazowej.

Sztaby obydwu zawodników spotkały się na kilka dni przed walką, by ustalić zasady pojedynku. Management Aliego zastrzegł sobie w zasadach, że Inoki nie będzie rzucał rywalem, nie będzie wparowywał w niego z pełną mocą. Ponadto zabroniono mu walki w klinczu i wszelkich chwytów na Alim. Obostrzenia nałożono również w kwestii kopnięć. Japończyk mógł kopać rywala tylko wtedy, gdy jedno z jego kolan dotykało maty ringu. Ponadto zespół Amerykanina zastrzegł, że zasady nie zostaną podane do publicznej wiadomości. Jak widać pierwsza konfrontacja boksera światowej klasy i zapaśnika na podobnym poziomie przypominała jednak konfrontacje na delikatnie zmodyfikowanych zasadach boksu, niż prawdziwą konfrontację stylów. Przynajmniej na papierze tak wyglądało. 

Sędzią pojedynku był znany arbiter bokserski Gene LeBell, który czterdzieści lat po tej walce twierdził, że zasady wcale nie ograniczały kopnięć Japończyka ani możliwości walki na chwyty. Zawodowy zapaśnik, Brett Hart w swojej autobiografii wspominał ten pojedynek pisząc, że klika muzułmanów czarnego koloru skóry groziła Japończykowi śmiercią, jeśli ten położy chociaż palec na ich mistrzu.

Sam pojedynek był nudny jak flaki z olejem i nie ma się co nad tym rozpisywać. Inoki leżąc na plecach okopywał nogę Amerykanina, a Ali krążył po ringu. Kto chce, może obejrzeć tą walkę w serwisie YouTube, jednak niech przygotuje się na 15 rund prawdziwych męczarni. Nawet japońska publika, która jest znana z wielkiego szacunku do zawodników zaczęła rzucać na ring śmieci i krzyczeć, by promotorzy oddali pieniądze za bilety. 

Co do samych zawodników, to krytykowano głównie Japończyka za taktykę, z jaką wyszedł do walki. Ali natomiast miał mocno położną nogę, spuchniętą i rozciętą. W ranę wdała się infekcja i w pewnym momencie rozważano nawet amputację. 

Dziennikarze pięściarscy nie pozostawili suchej nitki na Alim po tej walce. Pisano, że był to najbardziej wstydliwy występ wielkiego boksera w całej karierze. Sami zawodnicy jednak zaczęli się przyjaźnić, a Inoki wychodził do swoich kolejnych walk przy piosence Aliego. Zapożyczył nawet okrzyk fanów pięściarza: bom ba yeah i później tytułował nim swoje gale sylwestrowe w Japonii. Sama walka stworzyła podwaliny pod MMA w Japonii. Mimo okrojonych zasad wyciągnięto wnioski i stworzono uniwersalne zasady walki nie promujące żadnego stylu. 

Może sama walka okazała się być śmiertelnie nudną, jednak dała początek czemuś nowemu, w obecnych czasach jest to najszybciej rozwijający się sport na świecie, czyli mieszane sztuki walki. Do tamtej pory nie walczyli bardziej znani na świecie zawodnicy i kto wie, może gdyby walka odbyła się na prawdziwych zasadach Vale Tudo nasz sport powstałby kilkanaście lat wcześniej. 

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

KOMENTARZE
KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.